GŁODNE KAWAŁKI

Hello

A to było tak…

Mieszkałam kiedyś na Salwatorskiej.. 20 metrów od mojego domu z witryną wypełnioną rzemykami, zdeformowanymi portfelikami i serią skórzanych gadżetów będących demode przynajmniej 20lat, grozą zionął piękny narożny lokal, zajmowany przez człowieka borute. Szaleńca, który pod przykrywką usług kaletniczych, prowadził działalność rozrywkową, zakrapianą solidnie alkoholem. Jak się okazało podejrzany podest zajmujący połowę jego lokalu, skrywał antypolicyjny schron, w którym uczestnicy dzielnicowych libacji, mogli bezkarnie kontynuować swoje posiady, po donosach złożonych przez sąsiadów. O kaletniku mity krążą do dziś, fakt jest jednak taki, że któregoś dnia zniknął a w nadgryzionej zębem czasu witrynie, ZBK zawiesiło  karteczkę z informacją o aukcji 🙂 Aukcję wygraliśmy, lokal wyremontowaliśmy, niestety do otwarcia z -liśmy, zostało -łam. We wszystkim co wtedy się działo wspierała mnie Kaśka <3 Poznałyśmy się kilka lat wcześniej, w miejscu, o którym świat już zapomniał. Któregoś dnia do Cafe Zwierzyniec, posępnej dziury z której z wielką determinacją chciałam stworzyć osiedlowe centrum kultury, zawitała Kasiura. Świat zamigotał tysiącem barw i dzięki naszym wspólnym działaniom z posępnej budy zrobiła się całkiem przyjena miejscówka. Nie było nam dane zbyt długo ze sobą pracować, gdyż jak się okazało po wypiciu 2 litrów surowego barszczu niemalże jednym chaustem, musiałam się przygotować do powitania najwspanialszego towarzysza wszystkich psot, radości i smutków, gwieździstych nocy i podróży w nieznane. Przygoda Cafe Zwierzyniec przeminęła bezpowrotnie.

Gdy Głodne Kawałki wynurzając się powoli z blogosfery, nabierały realnego, fizycznego kształtu, od razu wiadomo było kto jest w stanie ze mną pociągnąć temat.

Rozpoczęłyśmy narady, misternie knułyśmy każdy detal, każdą łyżeczkę, lampę, centymetr ściany, kanapkę, tartę, łącznie z planem marketingowym. Obśmiałyśmy się przy tym jak norki, lecz chwilę po tym się zaczęło.. przyjdą nie przyjdą, smakowało nie smakowało, co powiedzą? wrócą? Przez pół roku przychodzili koledzy kaletnika wzdychając sentymentalnie “taki chłop dobry był”. Siadając na ławeczce pod ścianą, regularnie ktoś pytał kiedy skończymy remont. Codziennie przychodziła pani która sapiąc kiedy będzie terminal, brała pół kanapki. Była też taka, która kupowała tylko z pastą jajeczną i chciała ją tylko ode mnie bo Kaśka skąpiła.  Ja nigdy nie nauczyłam się robić właściwie latte i gdy przychodziło co do czego obsesyjnie myślałam o sekretnej dziupli kaletnika. Skoro świt, piwną bryzą witał nas sąsiad, roboczo zwany esperal, a panowie ze sklepiku Hipcio swoją życzliwością rozpromieniali każdy dzień.

I tak mijały kolejne dni i tygodnie. Amatorów naszych kukiełek i tart przybywało, zaczęłyśmy brać udział w festiwalach, pojawiałyśmy się na targach, poznawałyśmy świetnych ludzi, świetni ludzie poznawali nas. Dilowałyśmy bułami na całej dzielnicy, odpaliłyśmy sobotnie brunche, przypłacając pełne brzuchy naszych Gości zarwanymi nockami i bolącymi plecami. Stało się jasne, że potrzebny nam support. Po wciągnięciu Dżejmsa, narzeczonego Kaśki i wyczerpaniu zasobów wśród znajomych, wrzuciłyśmy informacje szerzej. I tak do naszego dreamteamu dołączył gość, podający się za kierowcę traktora w Anglii, Kuba. Powalał dowcipem i gołębim sercem, a jego szczery uśmiech wprowadzał spokój mimo spowolnionego przynajmniej dwukrotnie tempa.

Stopniowo dojrzewała we mnie świadomość, że wychowane przez nas 30 metrów, nie jest w stanie zmieścić tego co mam do powiedzenia. Rozpoczęło się budowanie Imperium Głodnych :D. Ten początek po kilku miesiącach sprowadził mnie na ziemię i stało się jasne, że Imperium to nie moja bajka i co bardziej bolesne, gdy nie ma nas na rogu Kraszewskiego i Salwatorskiej, nie ma tam Głodnych. Decyzja była trudna, ale pożegnanie huczne 😉 Z Kraszewskiego na Mlaskotów, z Mlaskotów na Salwatorską, aż w końcu w swoje gościnne progi przyjęła nas Guta, która kiedyś gotowała, a dziś prowadzi hostel 🙂 Przez to zaplecze przewinęło się mnóstwo ludzi, tacy którzy przyszli na chwilę, tacy którzy dawali z siebie wszystko i tacy którzy z Głodnych chcieli zrobić korporacje. Uczyliśmy się od siebie. O niektórych nie warto wspominać, ale na pewno warto powiedzieć o Magdzie, z którą po drodze tkanej jedwabiem nigdy nie przeszłam, ale wiele projektów by niewyszło bez niej. Dzisiaj jest szefową kuchni w jednej z krakowskich knajp i prowadzi super bloga.

Kuba, po wypieczeniu tysięcy czekoladowych ciasteczek, otrzymał od “małolatów z plastyka” berło Słodkiego Kuby, a gdy urósł mu gastro garb, postanowił zostać projektantem fontów i powerpointowym wymiataczem. Pieczemy sobie czasem dalej ciasteczka 🙂

Kaśka jest antropolożką kultury i szerzy wiedzę, razem z Dżejmsem budują pałac Carringtonów, aby zamieszkać w nim razem z uroczą Mirą.

Głodne tworzą ludzie i zbiegi okoliczności, choć tych ponoć nie ma. Pamiętam jak dawno temu, podczas jednego z kulinarnych festynów, otrzymaliśmy pole position na pętli wiatru, trzy filary od kibli. Charowaliśmy z Kubą i Magdą na ten event 2 noce i pies z kulawą nogą nie chciał do nas podejść. Co bardziej dociekliwi goście jednak zbaczali z głównej alejki wypełnionej ludzką lawą i jakimś cudem wróciliśmy tylko z częścią przygotowanego jedzenia. Wśród śmiałków była dziewczyna, autorka świetnego zdjęcia, które nam później wysłała. Jak się okazało naszego jedynego zdjęcia z tej imprezy. Ma ono dla mnie szczgólne znaczenie. Właśnie wtedy pierwszy raz zakiełkował w mojej głowie pomysł na Głodne, który powoli zaczynam realizować. Po 7 latach oddychania pracą, nie robię już propozycj, spełniających wszystkie oczekiwania kilenta. Wigilii pracowniczej i barszczu z grzybowymi uszkami nie zrobię Wam w połowie grudnia, ponieważ Wigilia i typowe dla niej dania smakują w gronie najbliższych, 24go. Jednak bardzo chętnie na tą okazję, przygotuje dla Was śledzie z kiszonymi rzodkiewkami, czy makowe ciasteczka z kandyzowaną cytryną i zadbam o to abyście przed świętami, w pracy, spojrzeli na siebie przychylnym okiem i miło spędzili ze sobą czas. A jeżli ktoś. chce się ze mną spotkać i spróbować jak smakuje moje jedzenie siedząc przy stole, zapraszam na jedną z kolacji 🙂

Doczekałam się równiez naśladowcy. Zdarzenie przykre, jednak sprowokowało mnie do porządków. Założyłam Głodnym osobny instagram, na którym chronologicznie  publikuje co się wydarzyło od powstania Głodnych. Zanim dojdę do najnowszych projektów minie nieco czasu, ale póki co mam nadzieję, nacieszyć Wasze oczy starociami.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *